Podsumowanie miesiąca, kwartału i postanowień noworocznych

Nie wiem jak Wam, ale mi czas ucieka przez palce. Nie wiem kiedy zleciały mi te trzy miesiące. Ostatni czas był dla mnie pełnym rozkojarzeniem, dlatego powoli wracam do siebie i nadrabiam zaległości. Choć na blogu pojawiło się 12 postów, to niestety nie poświęciłam mu wystarczająco uwagi. Niewiele też zaglądałam na inne strony, dlatego w najbliższym czasie zamierzam sporządzić sobie nowy plan. Postanowienia noworoczne nie są w najgorszym stanie, ale na pewno niektóre z nich muszę odkurzyć. Dlatego na początek od nich zacznę.

Postanowienia noworoczne

Jednym z głównych punktów był blog. Jak wspomniałam we wstępie, ostatnio nie cieszył się on moją dużą uwagą. Z tego powodu w kwietniu zamierzam usiąść z kartką, długopisem i mocno zastanowić się nad kwestią social mediów i najbliższych postów.

Angielski ucierpiał najbardziej. Jak dobrze się spodziewałam, zbyt wiele sobie zaplanowałam w tym temacie, co skończyło się odwrotnym skutkiem. Z tego też powodu otwarcie przyznaję, iż zredukuję swój plan nauki tego języka na rzecz regularności, która na pewno przyniesie mi dużo więcej korzyści.

W swoich noworocznych postanowieniach wspominałam o szkoleniach, warsztatach i spotkaniach. Tutaj dumnie mogę przyznać, iż wzięłam udział w małej wrocławskiej grupie dyskusyjnej WroBlog i za miesiąc spotykamy się ponownie – to mnie zmotywuje do przetestowania omawianych narzędzi.

Oprócz tego w maju i czerwcu wezmę udział w warsztatach fotografii kulinarnej i w tym celu pojadę do Krakowa. Już nie mogę się doczekać!

Na tapecie mam również SeeBlogersczy ktoś z Was planuje się tam wybrać?

Ciągle też szukam szkoleń, które satysfakcjonowałyby mnie tematem oraz podejściem do niego. Szalenie irytuje mnie plan dwudniowego spotkania, gdzie duży nacisk jest na social media, przy czym każdemu z nich ma być poświęcona… aż godzina! Przecież sam Facebook to tak duże narzędzie, które aby kompleksowo omówić, potrzeba połowy, jak nie całego dnia. Dlatego ciągle czekam i szukam.

Najpopularniejsze posty

Nowości

Choć ograniczam zakupy, to jednak co miesiąc wpadają nowe produkty w moje wyposażenie. Jest ich całkiem sporo, ale na szczególną uwagę zasługuje czwórka, o której z osobna wypowiem się w trakcie recenzji.

Szczoteczka elektryczna BRAUN ORAL-B to jeden z moich ulubionych zakupów. Od dawna myślałam, czy jej nie zakupić. Przekonała mnie koleżanka, która bardzo ją zachwalała. Szczoteczki używam ok. miesiąca i jestem naprawdę zadowolona. Już teraz mogę powiedzieć, że zęby są duże lepiej domyte i są bielsze. Więcej powiem, kiedy dłużej ją przetestuję. Ciekawa jestem, jak długo końcówki będą w dobrym stanie.

Serum 4 long lashes do rzęs to kosmetyk, którego działania jestem szalenie ciekawa. To jedna z niewielu rzeczy, o której nie znalazłam negatywnych opinii. Wszyscy się nim zachwycają. Moja koleżanka z pracy używa jej od dłuższego czasu i mówi, że efekty widać po ok. 1,5 miesiąca stosowania. Tak więc zostały mi jeszcze 3 tygodnie. Bardzo na nią liczę, ponieważ rzęsy koleżanki wyglądają jak sztuczne!

Granatowa marynarka Orsay to kolejny trafiony zakup – i nie jedyny tej firmy! Naprawdę nie skłamię, kiedy powiem, że szukałam takiej marynarki ponad 4 lata. Regularnie odwiedzałam sklepy i regularnie wychodziłam zawiedziona. Żadna z nich nie była odpowiednio dla mnie skrojona, aż wreszcie trafiłam na ideał! Obecnie mogłabym pozbyć się wszystkich żakieto-marynarko-bluzo-podobnych wierzchnich okryć, bo to jedno zastąpi je wszystkie!

Sandały Medicus to buty, które już raz zachwalałam w poście o tym, jak pakować się w bagaż podręczny na długi urlop. Kiedy po dwóch latach użytkowania bez skrupułów, musiałam się z nimi pożegnać, nie mogłam przeżyć faktu, że są już niedostępne w sprzedaży. Kiedy więc z początkiem marca zobaczyłam je w Deichmannie, tylko że jasno-szare, bez wahania kupiłam je długo przed sezonem. Co prawda miałam dylemat, jak bardzo nie będą pasować do moich sukienek, jednak uznałam, że priorytetem jest dla mnie wygoda. Co z tego, że inne buty dużo lepiej będą się prezentowały, kiedy po pierwszych godzinach spaceru będą umierały mi stopy i resztę urlopu będzie zepsuta?

Posty innych

Choć mój ostatni kwartał ubogi był w lektury innych blogów, nie oznacza to, że w ogóle nic nie przeczytałam.

  • Wiosenne porządki – pozbądź się nie tylko grubych swetrów – to post Mileny z bloga NajlepszaPora.pl. Wiele z poruszonych kwestii dotyczy mnie, bo albo mam z nimi kłopot, albo w podobny sposób do nich podchodzę. Jako że w lutym i marcu dopadł mnie swego rodzaju marazm, postanowiłam się ogarnąć, a ten tekst idealnie wpisuje się w etap, w którym właśnie jestem.
  • Wezwanie do sądu a praca. Czy pracodawca ma obowiązek zwolnić nas z pracy na czas zeznawania w sądzie? – to artykuł Ewy, która kompleksowo odpowiada na zadane pytanie. O większości rzeczy wiedziałam. Ponadto logicznym dla mnie było, iż z powodu obowiązkowego stawiennictwa w sądzie przysługuje mi płatny urlop. Taka też jest prawda, ale nie wiedziałam, że ubiegać się o to trzeba w sądzie, który nas wezwał, a nie u pracodawcy! Polecam Wam ten artykuł, żeby dowiedzieć się o takich rzeczach przed faktem, bo termin ubiegania się o zwrot kosztów i wynagrodzenie za dzień wolny jest naprawdę krótki!
  • Jak to robią kobiety – to kolejny budujący i motywujący tekst od Kasi, który warto przeczytać na spokojnie. Najlepiej w towarzystwie dobrej herbaty albo winka w ręku. Opisuje co prawda pewne wydarzenie, ale jednocześnie ukazuje naszą kobiecą naturę i dodaje otuchy, że tkwi w nas siła. Raz na jakiś czas naprawdę lubię przeczytać tego typu artykuły.

Cieszę się, że zmobilizowałam się do napisania takiego podsumowania miesiąca, ponieważ jeszcze dobitniej pokazało mi ono, nad jakimi sprawami muszę jeszcze popracować. W najbliższym czasie zamierzam się nieco wyciszyć, zastanowić jeszcze raz nad priorytetami i zaplanować drogę do realizacji celów. Poświęcę temu więcej uwagi, ale dopiero w przyszłym tygodniu, kiedy będę po wizycie w Warszawie 🙂

Kochani, wiosna rozpoczęła się już pełną parą, dlatego życzę Wam dużo energii i uśmiechu na co dzień!

Related Posts